24/09/2022
Równowaga w związku?
Czym ona jest?
Czy jest ważna?
Dla mnie to złoty środek.
Ja jestem dla Ciebie.
Ty jesteś dla mnie.
Ja kocham Ciebie.
Ty kochasz mnie.
Spotykamy się pośrodku.
Wiem, że Cię tam zastanę.
Ty też wiesz, że będę, gdy będziesz mnie potrzebował.
Ideał?
Dla mnie tak.
Co się jednak dzieje, gdy ta równowaga zostaje zachwiana lub, co gorsza, wcale jej nie ma?
Gdy daje tylko jedna ze stron, a druga tylko bierze, nie dając nic w zamian?
Gdzie leży przyczyna takiego stanu?
Co wtedy robić?
Przyczyn może być wiele.
Jedną z nich jest sytuacja, w której ktoś nie umie brać.
Nie umie brać i jeszcze tworzy iluzję, że nie potrzebuje niczego.
Ot, kocha za dwoje.
Tak na zatracenie.
Daje w relacji całego siebie i nie oczekuje niczego w zamian.
No, taki totalny dawca.
Czy druga strona musi się starać?
No nie.
Nie musi się starać. Wystarczy, że jest.
Ot urodzony biorca.
Niestety
są ludzie, którym ten status bardzo odpowiada.
Od dziecka są uczeni brania. Tylko brania.
Są święcie przekonani, że to im się należy.
Jednak nic nie trwa wiecznie.
Bywa, że dawca się budzi.
Zaczyna dostrzegać, że jest wykorzystywany.
Często wtedy słyszymy:
„Tyle mu dałam, tyle poświęciłam, a on tego nie docenia. Teraz, gdy ja chcę czegoś od niego, to zostałam z niczym".
Biorca?
Biorca tego nie rozumie:
„O co jej chodzi?-
Myśli sobie-
Co się jej pozmieniało. Było tyle lat dobrze, a tu nagle coś jej odwaliło.
Czego ona ode mnie chce? ”
Kto ma rację, a kto jej nie ma?
I jedno, i drugie ma rację.
Swoją rację.
Z boku, patrząc, od początku nie było tak, jak powinno być.
Brakło równowagi w tym dawaniu siebie.
Co dalej?
Relacja przechodzi kryzys.
Jako dawcy
zaczynamy się buntować.
Granic, których nie było, teraz, co krok, kilka dziennie powstaje.
Czujemy żal do partnera.
Czujemy się wykorzystywani.
Wszystko jest źle.
Jest źle, bo dawca już nie chce być tylko dawcą, chce też czegoś w zamian.
Biorca natomiast burzy się, bo za bardzo nie chce mu się zmieniać tego, co było.
To jest jego status quo.
Dlaczego teraz nagle miałoby się to zmienić?
Pyta zdziwiony i zniesmaczony całą sytuacją.
Czuje się pokrzywdzony.
Co można zrobić?
Wyjścia są dwa.
Jeżeli biorca kocha, mimo wszystko zacznie coś zmieniać.
Spróbuje zrozumieć.
Zacznie pracować nad równowagą w związku.
Zacznie dawać.
Dawca, by było dobrze, będzie musiał nauczyć się brać.
Będzie musiał nauczyć się mówić „nie”.
Obydwoje będą musieli spotkać się pośrodku.
I znaleźć ten złoty środek.
Ten swój własny złoty środek.
Wtedy jest szansa, że relacja zostanie uratowana.
Jest też drugi scenariusz.
Dawca już nie będzie chciał być dawcą, a biorca nie będzie zainteresowany zmianą istniejącego stanu rzeczy.
Przynajmniej w tej relacji.
Relacja przestanie działać.
Co dalej?
Dawca ma dwa wyjścia
Może pozostać w tej relacji, godząc się na to, co jest.
Może jednak też odejść.
Może spróbować nauczyć się patrzeć przed siebie.
Patrzeć na siebie.
Może spróbować przestać być tym cholernym dawcą.
Może nauczyć się równowagi w tym brani i dawaniu.
Ot, musi złamać schemat dawcy.
Bez tej umiejętności każda nowa relacja będzie już na początku skazana na niepowodzenie.
Dlaczego tak?
A no dlatego, że to my sami uczymy ludzi, jak mają nas traktować.
To my wyznaczamy nasze granice.
To my musimy nauczyć się mówić „nie”.
To my sami musimy nauczyć się mówić: „chcę tak”.
To jest ta równowaga.
Równowaga w braniu i dawaniu.
Pokochanie siebie to klucz.
Gdy zaczynamy kochać siebie, uczymy się tego, że zasługujemy na uwagę.
My wiemy, że zasługujemy na wsparcie.
Wiemy, że zasługujemy na miłość.
Ktoś powie, że to trudne.
Że jak się było całe życie tylko dawcą, to trudno stać się biorcą.
Wiem, że to jest trudne.
Byłam dawcą.
Z domu rodzinnego wyniosłam przekonanie, że trzeba być skromnym.
„Stań na końcu, a znajdą Cię” – powtarzano mi codziennie.
Nauczono mnie, że nietaktem jest mówić o tym, czego chcę.
Gdy pokochałam drugiego człowieka, oddałam wszystko, co miałam
Oddałam, bo kochałam.
No i dostałam po dupie.
Tak mocno, że myślałam, że nie przeżyję.
Tak mocno, że wszystko, co znałam, straciło sens.
Byłam, a jakby mnie nie było.
W pewnym momencie dotarło do mnie, że muszę odpowiedzieć sobie na pytanie, czy to koniec, czy może jeszcze chce mi się żyć.
Na szczęście
chciałam żyć.
Chciałam dla mojego dziecka.
I zaczęłam żyć
Zaczęłam uczyć się mówić
„nie”.
Zaczęłam mówić, czego chcę.
Dziś wiem, że mam to, na co się odważę.
Dziś wiem, że moje życie należy do mnie.
Teraz słowo do Ciebie.
Tylko Ty sama możesz coś zmienić.
Nikt tego nie zrobi za Ciebie.
Więc zacznij chcieć.
Zacznij żyć.
Zacznij żyć, tak jak chcesz.
Kochaj siebie, by potem umieć kochać innych ludzi.
Edyta Maria Bożydar
-----
Moje
365 okazji, by być szczęśliwą,
napisałam dla Ciebie.
Napisałam je, by nauczyć Cię jak pokochać siebie.
Jesteś ważna!
Jesteś ważny!
Grafika
Edyta Maria Bożydar