01/09/2026
OSTATNI KONSTRUKTOR KÓŁ WODNYCH Z JUSZCZYNA – Zapomniana historia z lat 50. XX wieku!
Czy wiecie o tym, że jeszcze w połowie ubiegłego wieku, gdy w całej Polsce tradycyjne młyny i tartaki wodne odchodziły w przeszłość, tuż obok nas – w Juszczynie „na Snozach” – żył i tworzył człowiek, który wbrew nowoczesności budował monumentalne, drewniane kunszty wodne?
Dziś chcę przybliżyć Wam niezwykły reportaż Janusza Bogdanowskiego, który w latach 50. wytropił pod babiogórskim niebem prawdziwego, wiejskiego geniusza mechaniki.
🛠️ Kim był juszczyński mistrz?
Z ustaleń ówczesnego regionalisty i historyka-amatora ks. mgr Zygmunta Bubaka - makowskiego wikariusza w latach 1950 – 1957 - wynika, że tym utalentowanym cieślą, stolarzem i kołodziejem był najprawdopodobniej Stanisław Kaczmarczyk. Co ciekawe, podstaw mechaniki nie uczył się na politechnikach, ale... w austriackim wojsku, po czym resztę wiedzy zdobywał sam, kierowany czystą pasją!
⚙️ Konstrukcje, które zadziwiały rozmachem
W 1955 roku ten skromny rzemieślnik zbudował dwa potężne koła wodne, które zupełnie nie przypominały małych kółek napędzających okoliczne przydomowe warsztaty:
1. Koło śródsiębierne (2,5 m średnicy): Zbudowane przy jego własnej kołodziejni, do której specjalnie doprowadził nową młynówkę (przykopę). Koło miało unikalną, wręcz archaiczną konstrukcję nawiązującą do rycin z XIX wieku – jego ramiona rozchodziły się z wału promieniście, a łopatki sterczały bezpośrednio z obwodu.
2. Koło walne/podsiębierne (prawie 3,5 m średnicy!): Gigantyczna konstrukcja, absolutnie niespotykana w tamtych czasach na terenie Beskidów.
🤫 „Żeby ludzie się nie śmiali...”
Juszczyński majster tworzył swoje dzieła z ogromnym przejęciem. Jego największą troską było to, by maszyny działały bez zarzutu – niezwykle bał się ludzkich drwin w razie niepowodzenia. Szukał też inspiracji u innych lokalnych twórców. Z wielkim uznaniem wypowiadał się o pewnym kolejarzu z sąsiedniej Grzechyni, który własnoręcznie zbudował piłę wodną tnącą deski na płasko!
💡 Przesłanie z przeszłości
Autor artykułu już w latach 50. apelował o wsparcie dla takich rzemieślników. Zauważył coś, co dziś brzmi niezwykle nowocześnie: ekologiczny sens wykorzystania siły górskich rzek. Pisał wprost, że praca rąk juszczyńskiego majstra to dowód na to, jak genialnie można odciążyć sieć energetyczną za pomocą małych, lokalnych przedsiębiorstw wodnych.
Dziś po tych konstrukcjach na Snozach prawdopodobnie nie ma już śladu, ale pamięć o niezwykłej pasji i śmiałości technicznej naszych sąsiadów zza miedzy wciąż żyje na kartach historii!
📸 W załączeniu artykuł Janusza Bogdanowskiego pt. "Ostatni konstruktor kół wodnych" wraz z rysunkami technicznymi koła z Juszczyna oraz zdjęciem z placu budowy!
Źródło: miesięcznik krajoznawczy ilustrowany "Ziemia" nr 6 (czerwiec) 1958, Pomorska Biblioteka Cyfrowa
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
🗺️ Czy na Snozach został jakikolwiek ślad?
Zwracam się do mieszkańców Juszczyna, a szczególnie ról „na Snozach” i sąsiednich rejonów: Czy starsi członkowie Waszych rodzin pamiętają Stanisława Kaczmarczyka lub jego warsztat? Czy w miejscu dawnej „przykopy” (młynówki) widać jeszcze jakieś ukształtowanie terenu? Dajcie znać w komentarzach!