09/07/2025
Jestem animatorem , jestem rodzicem…
Przez lata organizowałam polkolonie, jeździłam na obozy. Przez te wszystkie lata nauczyłam się ważnej rzeczy - zabawa nie może łamać serca dziecka nawet jeśli dziecko przegrywa.
Nauczyliśmy się żyć w świecie rywalizacji… a zabawa to nie bitwa.. życie to nie wyścig. Stale wszędzie -więcej, mocniej, dalej… Dzieci rywalizują ze sobą we wszystkim i o tym wszystko.
Dzieci są na świecie nie po to by stale coś udowadniać ale po to by życia doświadczać, by budować siebie a nie siebie rujnować.
Nawet wakacje stały się w wielu przypadkach polem do rywalizacji. To nie ten czas, nie to miejsce.
Współzawodnictwo - tak. Rywalizacja - nie.
Nie każde dziecko zniesie porażkę tak samo.
Nie każde będzie walczyć o pierwsze miejsce.
Nie każde "nabierze odporności", bo raz przegrało.
Niektóre dzieci po rywalizacji już nie chcą wracać.
Nie dlatego, że są faktycznie słabe.
Tylko dlatego, że zostały z poczuciem, że nie wystarczyły, że były słabe, że są najgorsze.
Mogą dostać najlepsze wsparcie od rodziców, bliskich- ale gorycz porażki zapisują na zawsze w sercu. Albo na długi czas to serce zostaje im rozbite na milion kawałkow.
Dajmy im podczas wakacji odpocząć od rywalizacji - bo rywalizacja oznacza zawsze czyjąś porażkę.
Niesamowicie cenię sobie program dla przedszkoli- Przedszkoliada.pl Pomorze Zachodnie .
Dlaczego? Bo tam dziecko uczy się że jest akceptowane zawsze - bez względu na wyniki. Tam liczą się chęć… tam liczy się aktywność nie wynik i miejsce. Tam wszyscy są zwycięzcami, bo podjęli walkę.
Porażki potrafią motywować, ale niektórych nie motywują… podcinają bardzo skutecznie skrzydła.
Chcemy by dzieci były aktywne- to zachęcajmy je w sposób pozytywny, przez dobre doświadczenia. Na porażki przychodzi czas gdy już sobie z tym lepiej radzą, gdy są starsi.
Nie pojmuję dlaczego tak bardzo ważna dla dorosłych jest ta rywalizacja między dziećmi.
Nawet jeśli same proszą - to one chcą wygrywać. Nikt nie chce być ostatni. Mądry dorosły to zrozumie i stworzy takie warunki WSPÓŁZAWODNICTWA gdzie choćby ktoś przegrał to nie będzie to jego życiową porażką.
Nie chodzi o to byśmy rozciągali parasol ochronny nad naszymi dziećmi - bo życie jest jakie jest i muszą się mierzyć z różnymi wyzwaniami.
Wakacje jednak są od odpoczynku, od radości… a nie od łamania serca. Nigdy nie stosowałam rywalizacji między dziećmi- bo wolę ich usmiech i dobrą zabawę niż hektolitry łez.
A czasem - coraz częściej obserwuje że wielu dorosłych stosuje metodę rywalizacji w swojej pracy. Zastanówcie się proszę nad efektami takiej pracy.
Dzieciństwo nie ma być próbą generalną życia pod presją.
Dzieciństwo ma dawać siłę, żeby potem to życie udźwignąć.
Nie jestem przeciwko rywalizacji jako takiej. Wolę współzawodnictwo.
Zdecydowanie jestem za uważnością.
Za tym, żeby zapytać: komu to służy?, kogo to rozwija?, a kogo gubi?
Bo jeśli dziecko wraca z zabawy ze złamanym sercem, to nie była to dobra zabawa.
A jeśli ze sportu wychodzi zgaszone – to znaczy, że coś poszło nie tak.
Nie każde dziecko musi być zwycięzcą.
Ale każde zasługuje na to, żeby czuć się wystarczające