03/10/2026
Wszystkie moje koleżanki porobione.
Cycki, botoksy, liftingi, rzęsy, paznokcie…
A ja?
Ja jestem zrobiona od 16 winem. 🤣🍷
I jakoś NIKT TEGO NIE DOCENIA.
Bo umówmy się — florystka w sezonie ma trochę inne priorytety.
Paznokcie? Byle dało się nimi jeszcze obierać róże.
Włosy? Byle gumka wytrzymała do niedzieli.
Cera? Sen podobno pomaga, ale nie miałam okazji sprawdzić.
Kręgosłup? Nie pytajmy go o zdanie. 😂
Najważniejsze, żeby róża była piękna.
Żeby hortensja się napiła.
Żeby nic nie zwiędło.
Żeby wszystko dojechało w całości.
Żeby na stołach stanęło dokładnie tak, jak sobie wymarzyliśmy.
A my?
My możemy nie spać. Możemy nie jeść. Możemy dźwigać wiadra z wodą, skrzynki, konstrukcje i pół pracowni. Możemy o 4 rano wyglądać jak własne zdjęcie „przed”, bo przecież kwiaty muszą wyglądać jak „po”. 🤣
I chyba właśnie to jest najbardziej absurdalne w tym zawodzie — dbamy o każdą różę bardziej niż o siebie.
Więc trochę uznania dla kobiet florystek. ❤️
Za ręce wiecznie podrapane od róż. Za paznokcie, które widziały rzeczy. Za plecy, które powinny dostawać dodatek za szkodliwe warunki pracy. Za nieprzespane noce, hektolitry kawy i wszystkie te „tylko jeszcze to skończę”.
Bo może nie jesteśmy zrobione…
ale jesteśmy wyrobione. 😂🌸