08/05/2026
André Rieu rzucił z rozbrajającą radością: „Dziś gramy w centrum wszechświata!”, publiczność oszalała. I naprawdę - przez tych kilka godzin były centrum wszechświata.
Podczas „The Impossible Dream”, André opowiedział historię o młodym chłopaku, który marzył o własnej orkiestrze i podczas zimowych ferii błagał dyrektora szkoły o możliwość prób. Sala była lodowato zimna. Po kilku minutach jeden z muzyków wstał, pożegnał się i już nigdy nie wrócił. Ale dwie osoby zostały. I są z André do dziś. Kiedy mówił ze sceny: „Musicie odważyć się marzyć, bo jeśli naprawdę się odważycie - to się wydarzy”, trudno było nie mieć ciarek - bo przed gliwicką publicznością stał człowiek, który swoje marzenie zamienił w najpiękniejszy muzyczny spektakl świata.
Ale za tą magią stoi też ogromna armia ludzi, których często nie widać ze sceny - cały zespół operacyjny, technicy, realizatorzy, produkcja i organizatorzy, dzięki którym ten wieczór mógł wyglądać jak perfekcyjnie wyreżyserowany sen. To właśnie oni sprawili, że wszystko działało co do sekundy.
Były balony unoszące się nad płytą główną, wielkie walce Straussa, „Nad pięknym modrym Dunajem”, „Gabriel’s Oboe”, „Il Silenzio”, „Sweet Caroline”, „Delilah” i żywiołowe „Zorba’s Dance”, ba - był nawet śnieg.
André Rieu od lat mówi, że chce dawać ludziom radość. Patrząc na to jak się bawiliście - mamy pewność, że znowu mu się udało.
Mateusz Furgoł