04/01/2026
Kartka z pamiętnika kata Piotra Plugawęgo
4 dzień stycznia, Roku Pańskiego ...
Dzień wstał blady, jakby sam nie chciał patrzeć na to, co ma się wydarzyć. Dzwony biły krótko i twardo - bez radości, bez żalu. Tak biją tylko wtedy, gdy prawo domaga się swego.
Szafot był przygotowany jeszcze przed świtem. Deski suche, pień równy, ziemia ubita. Sprawdziłem wszystko własną ręką. Nie ufam cudzym oczom w takich sprawach. Ludzie zaczęli zbierać się szybko - ciekawość zawsze wygrywa z lękiem.
Skazany nie krzyczał. To rzadkie. Spojrzał na mnie raz, jakby chciał zapamiętać twarz tego, który zamknie jego sprawy na tym świecie. Nie odwzajemniłem spojrzenia. Kat nie patrzy - kat wykonuje.
Jedno uderzenie. Tak jak być powinno.
Tłum westchnął, ktoś się przeżegnał, ktoś inny odwrócił wzrok. Prawo zostało dopełnione, a wraz z nim cisza - ciężka, ale potrzebna.
Po wszystkim umyłem ostrze i ręce. Krew schodzi łatwo ze stali, trudniej z myśli. Wróciłem do domu okrężną drogą, by uniknąć spojrzeń. Dzieci krzyczały gdzieś na podwórzu, jakby świat nie zmienił się ani na chwilę.
Wieczorem zapisałem tylko jedno zdanie, bo więcej nie było trzeba:
Porządek kosztuje. Chaos kosztuje więcej.
Tak kończy się czwarty dzień nowego roku.
Jutro znów będzie ciszej - przynajmniej na chwilę.