04/10/2026
ŻYJEMY DŁUŻEJ. TYLKO DLACZEGO CORAZ DŁUŻEJ CHORUJEMY?
Może zamiast marzyć o tym, żeby dożyć setki, warto najpierw zrobić wszystko, żeby przez pierwsze 80 lat nie być pacjentem?
Medycyna zrobiła przez ostatnie dziesięciolecia gigantyczny postęp.
Potrafimy otworzyć zatkaną tętnicę podczas zawału.
Potrafimy kontrolować ciśnienie.
Potrafimy obniżyć glukozę.
Potrafimy utrzymać człowieka przy życiu z chorobami, które kilkadziesiąt lat temu często kończyły się dużo szybciej.
I bardzo dobrze.
Tylko mam jedno niewygodne pytanie:
dlaczego przy całym tym postępie jesteśmy metabolicznie coraz bardziej chorzy?
Bo liczby są dość brutalne.
W 1990 roku cukrzycę miało około 7% dorosłych na świecie.
W 2022 roku już:
14%.
Liczba ludzi z cukrzycą wzrosła w tym czasie z około 200 milionów do 830 milionów.
To nie jest kosmetyczna zmiana.
To jest podwojenie częstości występowania choroby.
A może po prostu się starzejemy?
Nie.
To jest tylko część odpowiedzi.
Spójrzcie na młodych ludzi.
U osób w wieku 15–39 lat standaryzowana zapadalność na cukrzycę typu 2 wzrosła globalnie między 1990 a 2019 rokiem:
117 → 183 przypadki na 100 000 osób.
To około 56% więcej.
Czyli nie mówimy o 80-latkach.
Mówimy o ludziach, którzy powinni być w najlepszym metabolicznie okresie swojego życia.
Jeszcze piękniej wygląda sytuacja dzieci.
WHO podaje, że od 1990 roku otyłość u dorosłych wzrosła ponad dwukrotnie, a wśród dzieci i młodzieży w wieku 5–19 lat:
czterokrotnie.
W 2022 roku nadwagę miało już ponad 390 milionów dzieci i nastolatków, a około 160 milionów żyło z otyłością.
I później jesteśmy zaskoczeni, że trzydziestolatek ma nadciśnienie, insulinooporność, stłuszczoną wątrobę i bierze pierwsze tabletki.
Naprawdę?
A zespół metaboliczny?
Tu dopiero robi się ciekawie.
Ogromna analiza obejmująca dane ponad 45 milionów dorosłych pokazała:
2000 rok – 11,9% dorosłych miało zespół metaboliczny.
2023 rok – 28,4%.
Czyli w ciągu zaledwie 23 lat częstość wzrosła ponad 2,3 raza.
Dziś szacunkowo 1,54 miliarda dorosłych żyje z zespołem metabolicznym.
A przypominam:
żeby dostać etykietę „zespół metaboliczny”, nie wystarczy mieć jeden parametr trochę nie taki.
Trzeba już zebrać sobie cały pakiet:
otyłość brzuszną,
problemy z glukozą,
ciśnienie,
triglicerydy,
HDL.
Trochę jak program lojalnościowy.
Tylko nagroda na końcu jest słaba.
Ale przecież żyjemy dłużej!
Tak.
I tego nie neguję.
Według najnowszych danych WHO średnia długość życia na świecie w 2023 roku wynosiła:
73,3 roku.
Problem jest taki, że oczekiwana długość życia w zdrowiu wynosiła:
62,8 roku.
Różnica?
10,5 roku.
Czyli statystycznie ostatnią dekadę życia spędzamy już nie w pełnym zdrowiu.
I dla mnie właśnie tutaj jest cały absurd współczesności.
Bijemy rekordy długości życia.
Tylko coraz częściej wcześniej zaczynamy kolekcjonować choroby.
Czyli medycyna nie działa?
Oczywiście, że działa.
Gdybym dostał zawału, nie zamierzam leżeć w lesie i żuć korzenia, czekając aż natura mnie uleczy.
Jadę do szpitala.
Nowoczesna medycyna ratunkowa jest jednym z największych osiągnięć naszej cywilizacji.
Problem pojawia się wtedy, kiedy zaczynamy traktować ją jako zamiennik dbania o siebie.
„Mam wysokie ciśnienie? Dostanę tabletkę.”
„Mam cukier? Tabletka.”
„Mam cholesterol? Tabletka.”
„Ważę 130 kg? Może kolejny lek.”
I jedziemy.
Parametry trochę lepsze.
Człowiek dalej siedzi.
Dalej źle śpi.
Dalej jest otyły.
Dalej prawie się nie rusza.
Dalej je rzeczy, których jego pradziadek prawdopodobnie nie uznałby nawet za jedzenie.
Ale recepta przedłużona.
Do zobaczenia za trzy miesiące.
Żeby nie było zbyt wygodnie: samo leczenie też nie jest pozbawione ryzyka
Według WHO około:
1 na 10 pacjentów doświadcza szkody podczas opieki medycznej.
WHO szacuje również, że ponad 3 miliony zgonów rocznie wiąże się globalnie z niebezpieczną opieką medyczną.
Ponad połowy szkód można potencjalnie uniknąć, a około połowa możliwych do uniknięcia szkód jest związana z lekami.
I tu ważne:
nie piszę, że „lekarze zabijają 3 miliony ludzi”.
Bo to byłaby manipulacja.
WHO mówi o unsafe care — niebezpiecznej opiece jako całości. Wchodzą w to błędy lekowe, zakażenia szpitalne, błędy diagnostyczne, operacyjne, problemy systemowe itd.
Ale liczba pozostaje potężna.
Leki też nie są cukierkami.
WHO podaje, że szkoda związana z farmakoterapią dotyczy około 1 na 30 pacjentów, a ponad jedna czwarta takich przypadków jest ciężka lub zagraża życiu.
To nie jest argument przeciwko lekom.
To jest argument przeciwko myśleniu:
„Mogę robić ze swoim organizmem wszystko, bo później lekarz mnie naprawi”.
Nie.
Czasami naprawi.
Czasami będzie przez 30 lat łagodził skutki.
A czasami nie zdąży.
I dochodzimy do jedzenia
Przez dziesięciolecia słuchaliśmy różnych wersji:
tłuszcz zły,
jedz częściej,
śniadanie najważniejsze,
produkty light,
płatki,
pieczywo,
przekąski między posiłkami.
Amerykańska piramida żywieniowa pojawiła się oficjalnie w 1992 roku i rzeczywiście jej podstawę stanowiły produkty zbożowe.
Czy to oznacza, że piramida spowodowała epidemię cukrzycy?
Nie wiem. I nikt uczciwy nie może tego stwierdzić tylko na podstawie dwóch wykresów.
Korelacja to nie przyczynowość. Chociaż większość krzykaczy systemowych w internecie opiera się korelacjach a nie na prawdziwych badaniach.
Ale mogę zrobić coś innego.
Mogę spojrzeć na rezultat ostatnich kilkudziesięciu lat i zapytać:
czy to naprawdę działa tak dobrze, jak ciągle słyszymy?
Bo w tym samym świecie:
cukrzyca ×2,
otyłość >×2,
zespół metaboliczny >×2,
otyłość dzieci ×4.
Może więc zamiast kolejnej wojny „tłuszcz kontra węglowodany” warto zacząć od czegoś prostszego:
wrócić do prawdziwego jedzenia.
Co ciekawe, nawet aktualne WHO nie mówi dziś:
„jedz cukier, bułki i płatki śniadaniowe bez ograniczeń”.
WHO zaleca, żeby źródłami węglowodanów były przede wszystkim warzywa, owoce, pełne ziarna i rośliny strączkowe, a podstawą zdrowej diety były produkty nieprzetworzone i minimalnie przetworzone.
Więc nie będę walczył z wymyślonym przeciwnikiem.
Ja po prostu idę dalej.
U mnie podstawą jest mięso, jaja, ryby, naturalne tłuszcze, sezonowe produkty i jak najmniej przemysłowego jedzenia.
Nie dlatego, że ktoś zrobił ładną piramidę.
Tylko dlatego, że patrzę na swój organizm, wyniki i na to, co przez tysiące lat było jedzeniem, zanim ktoś zaczął potrzebować instrukcji na odwrocie pudełka.
Bo największym problemem może nie być nawet jeden makroskładnik
Tylko nasze kompletne odejście od naturalnego środowiska człowieka.
Jemy cały dzień.
Siedzimy cały dzień.
Śpimy przy świetle.
Wieczorem patrzymy przez trzy godziny w ekran.
Jedzenie przyjeżdża pod drzwi.
Do pracy jedziemy samochodem.
Na pierwsze piętro windą.
Zakupy aplikacją.
Rozrywka na kanapie.
I jeszcze jesteśmy zdziwieni, że organizm, który został zbudowany do ruchu, okresowego niedoboru jedzenia, światła słonecznego, zimna, ciepła i fizycznego wysiłku zaczyna się sypać.
W 2022 roku około 31% dorosłych na świecie — 1,8 miliarda osób — nie wykonywało nawet minimalnej zalecanej ilości aktywności fizycznej.
Wśród nastolatków problem dotyczył aż 81%.
Czy my naprawdę potrzebujemy następnych 50 badań, żeby stwierdzić, że coś tu poszło nie tak?
A jedzenie przemysłowe?
Tu również mamy coraz więcej danych.
W kontrolowanym eksperymencie NIH ludzie dostawali dietę ultraprzetworzoną albo minimalnie przetworzoną.
Diety były dopasowane pod względem oferowanych kalorii, cukru, tłuszczu, błonnika i makroskładników.
I co się stało?
Na żywności ultraprzetworzonej ludzie spontanicznie jedli około:
500 kcal dziennie więcej
i w ciągu dwóch tygodni przytyli średnio około:
0,9 kg.
Na diecie nieprzetworzonej stracili podobną ilość masy.
To już nie jest tylko ankieta:
„Panie Zdzisławie, co jadł pan trzy lata temu we wtorek?”
To był kontrolowany eksperyment.
A później dziwimy się, że chorujemy
I żeby było jasne.
Nie twierdzę, że człowiek, który:
dobrze je,
ćwiczy,
śpi,
nie pali,
nie jest otyły
i ma świetną insulinowrażliwość,
nigdy nie dostanie nowotworu albo zawału.
Dostanie.
Biologia nie daje gwarancji.
Genetyka istnieje.
Infekcje istnieją.
Wypadki istnieją.
Lp(a) istnieje.
Mutacje istnieją.
Możesz robić wszystko dobrze i zachorować.
Ale jest gigantyczna różnica między:
„zachorowałem mimo dbania o zdrowie”
a
„przez 30 lat codziennie pracowałem na chorobę, a później oczekiwałem, że ktoś ją wyłączy tabletką”.
Jeszcze jedna liczba
Choroby niezakaźne — czyli między innymi choroby sercowo-naczyniowe, nowotwory, cukrzyca i przewlekłe choroby układu oddechowego — odpowiadały w 2000 roku za około:
58% wszystkich zgonów.
W 2023 roku:
74%.
Osiem z dziesięciu najważniejszych przyczyn śmierci na świecie to obecnie choroby niezakaźne.
Oczywiście część tej zmiany wynika z sukcesu medycyny:
mniej ludzi umiera na choroby zakaźne,
spadła śmiertelność dzieci,
żyjemy dłużej.
Ale właśnie dlatego następne pytanie powinno brzmieć:
Skoro dostaliśmy dodatkowe lata życia, to co z nimi robimy?
Spędzamy je na rowerze?
Na siłowni?
W górach?
Z wnukami?
Czy od 55 roku życia zaczynamy kolekcjonować recepty?
Nie potrzebuję teorii spiskowej
Często słyszę:
„Farmacja chce, żebyśmy chorowali”.
Ja nie wiem, czego „chce farmacja”.
Nie siedzę na ich zebraniach.
Nie mam dowodów, że ktoś celowo chce zrobić ze zdrowego człowieka pacjenta.
I nie potrzebuję tej historii.
Wystarczą mi fakty.
Przewlekle chory człowiek potrzebuje systemu przez wiele lat.
Leków.
Lekarzy.
Badań.
Zabiegów.
Hospitalizacji.
To oczywiście tworzy gigantyczny rynek.
Ale istnienie rynku nie dowodzi, że ktoś wywołał chorobę.
Natomiast dla mnie prowadzi to do jednego bardzo prostego wniosku:
mam znacznie większy interes w tym, żeby pozostać zdrowym, niż ktokolwiek inny ma interes, żeby zrobić to za mnie.
Lekarz nie pójdzie za mnie na trening.
Dietetyk nie odmówi za mnie deseru.
Minister zdrowia nie położy mnie spać o 22:00.
Tabletka nie zrobi za mnie przysiadów.
Smartwatch może mi napisać, że źle spałem.
Ale nie zabierze mi telefonu z ręki o północy.
Zdrowie zaczyna się dużo wcześniej niż choroba
Nie w wieku 60 lat.
Nie po pierwszym zawale.
Nie wtedy, kiedy lekarz mówi:
„Ma pan cukrzycę”.
Zaczyna się w wieku 20, 30, 40 lat.
W tym, co codziennie wkładasz do ust.
W tym, czy masz mięśnie.
Czy potrafisz przebiec kilometr.
Czy potrafisz wejść po schodach bez zadyszki.
Czy przesypiasz noc.
Czy widujesz słońce.
Czy twój organizm zna coś poza temperaturą 22°C przez 365 dni w roku.
Czy potrafisz czasem być głodny.
Czy życie polega na klikaniu, siedzeniu, jedzeniu i kupowaniu następnej rzeczy, której nie potrzebujesz.
Nie chcę być najmłodszy w domu opieki
Wolę kiedyś wejść na siłownię jako najstarszy człowiek na sali.
Może będę podnosił połowę tego, co dziś.
Może będę biegał wolniej.
Ale chcę tam wejść na własnych nogach.
I właśnie dlatego trenuję dzisiaj.
Dlatego patrzę na to, co jem.
Dlatego dbam o sen.
Dlatego robię rzeczy, które czasem są niewygodne.
Bo komfort jest świetny.
Tylko organizm nie został stworzony do tego, żeby przez 80 lat siedzieć w komforcie.
Nie mamy kontroli nad wszystkim.
Ale mamy kontrolę nad cholernie dużą częścią naszego dnia.
I zanim oddasz całe swoje zdrowie lekarzowi, dietetykowi, aplikacji albo tabletce, odpowiedz sobie na jedno pytanie:
zrobiłem wszystko, co sam mogłem zrobić?
Bo może największym luksusem przyszłości wcale nie będzie duży dom, nowy samochód ani konto pełne pieniędzy.
Może będzie nim:
70 lat i brak torby leków.
80 lat i własne nogi.
Siła.
Sprawność.
Jasna głowa.
Niezależność.
Ja wybieram właśnie to.
Bądź najstarszy na siłowni. Nie najmłodszy w domu opieki.
NATURA NAS NAPĘDZA. !!!
DOMOWY KETO CATERING - 513 876 350