08/04/2026
EVENTOWE ROZKMINY - VOL.1
„TEAM SPIRIT W KRYZYSIE”
Tytuł tego wpisu brzmi dumnie - nie da się ukryć. �
Każdy chciałby pracować w zespole, w którym czuć, że jesteśmy wspaniałą drużyną pierścienia, gramy do jednej bramki, rozumiemy się bez słów a jak patrzymy sobie w oczy to aż nam ciarki po plecach przechodzą bo tak dobrze nam ze sobą.
Ale, ale…
Konia z rzędem temu, kto zawsze i wszędzie doświadcza tego stanu pracując w branży organizacji wydarzeń.
Projekty eventowe są najczęściej mega wymagające - drenują nasz układ nerwowy do granic możliwości.
Nie oszukujmy się - u kresu wytrzymałości, z każdego z nas, od czasu do czasu wyjdzie jakiś mały demonek.
Nie ma co ukrywać - każdy kto organizuje regularnie eventy bywa rozdrażniony, przemęczony, poirytowany, głodny, smutny, rozżalony, zawiedziony, obolały itd - można mnożyć w nieskończoność.
Kto twierdzi, że nie doświadcza takich emocji - ten jest od nich prawdopodobnie odcięty, a to wcale nie najlepiej bo kiedyś, prędzej czy później, one przyjdą i dadzą o sobie znać.
No i tak się składa, że w tym stanie bywamy niezbyt przyjemni - delikatnie to ujmując.
Wielu z nas zdarza się wybuchnąć, powiedzieć coś czego nie do końca myślimy, zachować wbrew sobie i swoim wartościom.
Po pierwsze spieszę z odsieczą by powiedzieć Wam, że to ludzkie - zdarza się - nie ma sensu się biczować.
Po drugie stawiam pytanie - czy zespół, w którym takie sytuacje się nie dzieją to dobry zespół?
Nie będą tutaj odpowiadał zerojedynkowo bo kimże ja jestem, żeby wiedzieć coś na pewno.
Ale wysunę pewną teorię - może brak takich trudnych i złożonych emocjonalnych sytuacji to tylko zasłona dymna, ukrywanie emocji, brak swobodnej komunikacji. Może też wysoka kultura osobista i perfekcyjne panowanie nad sobą.
Dla mnie największym jest nie ten, który się nie potyka, ale ten który umie się przyznać do błędu, ten który stale nad sobą pracuje i stara się być coraz lepszą wersją siebie, by jemu samemu (to w pierwszej kolejności) ale i ludziom wokoło było dobrze i bezpiecznie.
A teraz przyznam się - w Brandation czasami puszczają nam emocje.
Mierzymy się w trakcie realizacji z naprawdę potężnymi wyzwaniami i kryzysami - bo tak to już działa. W takim tempie pracy - czasem przychodzi „fakap”, którego nikt się nie spodziewał, czasem przychodzi drugi i trzeci. Ktoś złapał gumę, ktoś zaciął kluczyki w aucie, kurier się spóźnił.
I wiecie co stanowi w takich chwilach o sile zespołu?
Po pierwsze - autorefleksja.
Bo nie przypominam sobie zbyt wielu sytuacji gdy po wybuchu emocjonalnym nie przychodzi szybki moment pojednania. Pada „przepraszam - stresuję się, przegiąłem palę”, przychodzą przytulasy, wzajemne zrozumienie i empatia.
Po drugie - przekonanie, że damy radę.
Nie jestem w stanie zliczyć ile razy mierzyliśmy się z sytuacją, która wyglądała co najmniej kiepsko.
Ale też nie pamiętam żadnej, z której nie wybrnęliśmy i żadnej, w której ktokolwiek powiedział - „no tego to już się nie da ogarnąć”.
Trzeba załatwić na plaży, paliwo do agregatu od ratownika? Potrzymaj mi kawę!
Trzeba załatwić z prezesem dużej firmy produkcyjnej żeby jeden raz zmienili dla nas sposób i czas dostawy 200 metrów kabli? Takie rzeczy to ja przed śniadaniem…
Firma nagłośnieniowa pomyliła Krynice (są w górach zamiast nad morzem)? Takie rzeczy to ja w 5 minut…
To tylko kilka autentycznych przykładów, z których możnaby napisać potężną książkę.
Chodzi o to, że ta branża wymaga superbohaterów w pelerynach, którzy jednak mają ludzkie cechy.
Ja w swoim życiu poznałem wielu - z kilkoma z nich do dziś pracuję.
Wszystkich podziwiam i mam do nich duży szacunek.
Wniosek natomiast z tych rozważań jest taki, że prawdziwa niezniszczalna ekipa to nie ta, w której panuje nieustannie idealna atmosfera.
Nie ta gdzie słodzimy sobie aż mdli.
To raczej ta, w której panuje zrozumienie dla złożoności emocjonalnej każdego z nas.
To ta, która jest zbudowana na wzajemnym zaufaniu.
To ta, która ma przekonanie o tym, że nie ma sytuacji bez wyjścia.
To ta, która przeszła już wiele razem i nadal czuje dreszczyk emocji kiedy przychodzi trudny brief.
Życzę Wam byście w takich właśnie, nieidealnych ale twardych i empatycznych jednocześnie zespołach mieli zaszczyt pracować.
Jak ja.
Maciej z Brandation