21/05/2026
Ciężko jest prowadzić kwiaciarnię z uśmiechem na twarzy.
Szczególnie wtedy, kiedy w kluczowe dni dla kwiaciarni wielkie koncerny ogłaszają sprzedaż kwiatów po kwotach, których właściciel małej kwiaciarni nie jest w stanie zaproponować swojemu klientowi.
Sytuacja jest tak absurdalna, że żeby sprzedać taniej, trzeba byłoby samemu do interesu dołożyć. Nie mówiąc już o jakimkolwiek zarobku.
Wyobrażacie sobie taką sytuację, że cena sprzedaży w markecie jest niższa niż kwota, jaką kwiaciarz musi zapłacić na giełdzie kwiatowej?
I tak często słyszymy: „tak drogo? w markecie mam taniej!”. Cisną się na usta odpowiedzi niezbyt miłe, można powiedzieć — o ironio — „kwieciste”. Ale wyobraźcie sobie, że do ceny tego kwiatka trzeba doliczyć wynajem lokalu, rachunki za prąd, wodę i śmieci, paliwo żeby na tę giełdę w ogóle pojechać, podatki, zakupy... i coś, co pozwoli nam samym przeżyć. Choć o tej ostatniej kwestii zapomnieliśmy już dawno temu.
Co zrobić w tej sytuacji? Nie wiemy. Nie znamy odpowiedzi.
Możemy jedynie poprosić Was — naszych klientów — żebyście nie kupowali tych kwiatów w markecie, tylko przyszli do takiej kwiaciarni jak nasza. Prowadzonej w rodzinnym gronie, z pasji. Bo jakość też za tym idzie.
Nie prosimy o litość. Prosimy o świadomość 🌷
Zachęcamy inne kwiaciarnie do udostępnienia tego postu — wiemy, że nie tylko my jesteśmy w takiej sytuacji.