26/03/2026
Była sobie dziewczyna.
Od zawsze „ogarnięta”.
Dobra uczennica. Ambitna. Samodzielna.
Rodzice powtarzali jej jedno: licz na siebie.
I liczyła.
Lata mijały.
Zmieniała firmy, awansowała szybciej niż inni nadążali zapamiętać jej stanowiska.
Projekty się udawały.
Pieniądze były.
Kalendarz był pełny.
Miała 32 lata.
Była kobietą, którą się podziwia.
Silną. Niezależną. „Lady boss”.
I… sama.Żadnego faceta na horyzoncie.
Pewnego dnia siedziała w restauracji.
Zwykły lunch, między spotkaniami.
I wtedy go zobaczyła.
Siedział naprzeciwko.
Łysy, w okularach, świetnie ubrany.
Ten typ mężczyzny, który nie próbuje robić wrażenia — a i tak je robi.
Ich spojrzenia zaczęły się spotykać.
Uśmiechał się, kiedy zauważał, że na niego patrzy.
Rozmawiał przez telefon, zerkał w laptopa.
Trochę nieśmiały. Zdecydowanie interesujący.
I nic.
Po jedzeniu. Oboje wstali.
Jeszcze jedno spojrzenie.
I każde poszło w swoją stronę!
„Normalne” — pomyślisz.
A ja powiem: szkoda.
2 lata później spotkali się znowu.
Na wydarzeniu Thursday we Wrocławiu.
Tym razem już nie przeszli obok siebie.
Poznali się.
Zostali razem.
I… przestali być naszymi klientami.
Ale napisali do nas wiadomość.
Z podziękowaniem.
Za to, że daliśmy im drugą szansę.
Bo czasem życie daje nam tylko moment.
A drygą szansę mamy stworzyć sami
Nie siedź w domu.
Najpiękniejsze historie nie zaczynają się w domu na kanapie albo w aplikacjach.
Thursday łączy ludzi.
I przywraca randkowanie offline we Wrocławiu.